Witajcie Moi Drodzy! Pozdrawiam serdecznie wszystkich wspierających akcje Adopcji Serca!
Chciałbym opisac troszke co tu u nas w Ambatondrazaka na Madagaskarze od mojego pierwszego listu sie wydarzylo. Ostatnio pisalem na poczatku Adwentu, tak wiec to było jeszcze pod koniec listopada. Sporo sie wydarzylo u nas na parafii, bo to przeciez byly nasze pierwsze przygotowania do Bozego Narodzenia tutaj, na naszej nowej misji Anosindrafilo. W miedzyczasie jak obiecalem, z Pania Izabelle i innymi rodzicami staralismy sie uporzadkowac listy i wstepne informacje o sytuacji dzieci w naszych trzech dzielnicach. Przygotowalismy tez liste dzieci, ktore juz tu przez nas zostaly przyjete, a jeszcze informacje o nich nie dotarly do Polski. Juz wszystko jest u Ojca Zdzicha, a on to z pewnoscia juz popchal dalej. Zgodnie z zapowiedzia odbyla sie akcja kartek swiatecznych dla Was. Oj bylo z tym zamieszania i oczywiscie czekania troszke. Co chwile ktos donosil te przerozne “laurki” i musze przyznac, ze zaskoczyla mnie pomyslowosc niektorych dzieciakow. Akcja troche jak z ksiezyca, bo oni w nie znaja takiej tradycji, lub jeszcze tego nie praktykowali. Oczywiscie zaakceptowano propozycje, by wyslac cos realnego od nich, bo mysle, ze to jest glowna idea. Kartki niestety dopiero w styczniu zostaly przekazane Ojcu Zdzislawowi, ktory juz zapewne wyslal je w kierunku Fundacji. Troche z poslizgiem, ale dzieci naprawde sie staraly.
Wraz z wakacjami swiatecznymi zakonczyl sie pierwszy trimestr i tak postanowilismy wraz z moimi pomocnikami, ze zbierzemy wszystkie wyniki zapisane w dzienniczkach ucznia i zrobimy mala ewalucje. Przyszedl Nowy Rok i dla Malgaszy to okazja do skladania sobie zyczen. Tu na Wyspie to wazna rzecz, by pamietac o dobrym slowie na nadchodzacy nowy czas. I tak Ojciec Zdzislaw swietowal z dziecmi z Mananjary i nam podsunal te mysl, zeby zorganizowac cos dla dzieciakow i rodzicow. W sumie od poczatku to u nas byly tylko spotkania, wyjasniania, prosby itp., jednym slowem praca i organizacja. Uznalem wiec, ze dobrze bedzie sie spotkac, poswietowac wspolnie, a takze przyjrzec sie efektom naszego wspolnego dzialania. I tak 7 lutego 2009, w sobote, odbylo sie to noworoczne spotkanie.

W programie byla Eucharystia, podczas ktorej dziekowalismy Boga za dar serca ludzi dobrej woli. Za to wszystko co w ostatnim czasie otrzymalismy: pomoc w nauce, pomocne dusze z daleka, jak i pomocne rece tu na miejscu. Wspomnialem o wielkim zaangazowaniu serca z Waszej strony, gdyz az do mnie dobijaly sie niektore osoby z Polski, by dowiedziec sie cos wiecej o dzieciach. Liturgie przygotowali moi pomocnicy wraz ze starsza grupa dzieci. Po Mszy Swietej, z kosciola wygramolono mniejsze lawki i tak utworzylismy zgrabne kolo. Przygotowano naglosnienie, muzyke i tak rozpoczelo sie swietowanie. Na rozgrzewke wywolano dzieci, ktore reprezentowaly swoje dzielnice. Warto dodac, ze kazda rodzina starala sie przygotowac cos do przekaszenia. Byly to proste rzeczy jak: orzeszki ziemne, gotowana kukurydza, owoce podobne do naszych morw, ugotowany maniok, chleb i inne malgaskie, domowe wypieki. Nie zabraklo zorganizowanych grup, ktore zaspiewaly zywiolowe piosenki. Odbyly sie kilka spontanicznych konkursow, tj. podskoki w workach, ukladanie fryzur, jak i pokaz mody, ktory zaprezentowaly male dziewczynki (sam bylem w szoku gdzie takich gestow sie nauczyly). Atmosfera byla goraca, a pogoda dopisala pomimo, ze dzien wczesniej jeszcze prawie caly dzien padalo – co bylo efektem oddalajacego sie cyklonu. Czas szybko uplywal, atmosfera byla bardzo rodzinna. Widzialem radosc wielu rodzicow. Urzekla mnie znaczna obecnosc meskiej strony, o ktora tu czasem bardzo trudno. Byla to dla mnie kolejna okazja do zapoznania nowych ludzi, jak rowniez rozpoznaniem kto jest czyim tata i mama, babcia czy dziadkiem. W swiecie bralo udzial takze rodzenstwo dzieci, ktore otrzymuja pomoc. Wielu z nich zaangazowanych jest w bezposrednie wsparcie (szczegolnie poprzez zaprowadzanie do szkoly i towarzyszenie w drodze powrotnej).
Kuluminacyjnym punktem tego przedpoludnia bylo podsumowanie trimestru. Pan Gervais przedstawil dosc syntetyczny raport i tak, zgodnie z planem wszyscy zostali nagrodzeni. Jedenascioro dzieci zostalo nagrodzonych specjalnie (paczka kolorowych pisakow i komplet linijek) za bardzo dobra srednia. Okolo 40 procent dzieci otrzymalo zeszyt i dlugopisy. Ich noty wahaly sie od 16 do 11 punktow na 20 mozliwych. Ostatnia grupa otrzymala dlugopisy. To ci, ktorzy otrzymali oceny od 11 punktow do ponizej dziesieciu na 20 mozliwych. Wszyscy otrzymali takze cos slodkiego i do poludnia jeszcze byly tance przy malgaskiej muzyce. Ogolnie podsumowujac to byl wazny gest dowartosciowania dzieci w ich poczynaniach. Pokazania tego, ze jest ktos, kto to zauwaza. Sporo dzieci otrzymalo jeszcze niskie noty i tu przypomina mi sie postac Roberta, ktorego zobaczylem na uboczu. Okazalo sie, ze wstydzil sie gdyz nie zdobyl dobrej sredniej. Z tego co wiem, to bardzo mu trudno, bo przeszedl do szkoly o duzym poziomie. Musialem podniesc go na duchu, w koncu jeszcze sa 2 trimestry, by to wszystko podciagnac. To co na pewno urzeklo to wdzieczne spojrzenia rodzicow. Otrzymalem sporo slow podziekowania. Tlumaczylem jednek, ze te potrzeba zanosic dalej, do naszej Ojczyzny, gdzie sporo jest serc gotowych pomoc, dzielac sie duchem chrzescijanskiej milosci. To Wam Kochani naleza sie te slowa podziekowania, te usmiechy i atmosfera braterskiej i siostrzanej milosci, ktora im szczegolnie pozwala dopelniac rodzine, ktora tu tak czesto jest w rozsypce i o niklych fundamentach.
Tak wiec przechodze do kilku slow odnosnie pierwszej relacji z mych odwiedzin po domach. W czwartek (5 lutego), wraz z siostra Florence ruszylismy w towarzystwie odpowiedzialnych za Adopcje opiekunow w glab trzeciej dzielnicy im. Sw. Anny. Odwiedzilismy w sumie 6 rodzin, gdzie mieszka 13-scioro naszych dzieci. Pamietam pierwsza rodzine, bo juz tam bylem zaproszony na posilek. Domek z cegiel sie rozsypujacych, gdzie mieszka 6 osob. W tym pomieszczeniu dwa lozka i pare krzeselek. Pani Sylvia utrzymuje 5 swoich dzieci. Dwojka z nich zostala ostatnio zgloszona do Adopcji. To Rufin i Félicien. Jeden z nich (14 lat) nie jest jeszcze ochrzczony. Ich starsza siostra majaca 16 lat juz ma dziecko i tak mieszka wraz z nimi. O ojcu dziecka nie wiadomo za wiele. Pani Sylvia zarabia praniem ubran i na jej barkach spoczywa wszystko. Jej maz juz nie zyje. Kolejny dom nalezy do Pani Léa. Ma 6 dzieci i doswiadczenie z dwoma panami, ktorzy ja opuscili. Dwojka z dzieci mieszka na wiosce u siostry. Trojka nalezy do Adopcji. Jest to Rasoavahiny Aurelie (Nr 551), Raharinirina Volamiarina Clémentine (Nr 502) i z drugiego zwiazku zwiazku 5-cioletni Roger (Nr 495). Pani Léa dzieki pomocy z Missio Misericordiae powrocila do kosciola i zaczela sie na nowo modlic. Mowi, ze jest ciezko, ale odzyskala nadzieje i radosc. Mieszkaja prosto i ubogo. Na koniec historia blizniakow Flavio i Flavien, ktorzy zostali przyjeci w ostatnim czasie (jeszcze nie maja nr-u z Polski). Bardzo smutna historia, co odbilo sie na dzieciach. Mloda matka, pani Honorisse byla protestantka, jak wiekszosc rodziny. Od kilku lat starala sie o przejscia na wiare katolicka, ale miala sporo problemow z przyjeciem. Potem wybyla do wioski meza (ojca dzieci raczej, bo nie mieli slubu), by tam pobrac sie i urodzic potomstwo. Jak urodzily sie blizniaki to rodzina meza nie przyjela ich. Modlili sie w sekcie do ktorej nalezy maz i tam zapadl sad, ze potrzeba jedno dziecko zabic. Akurat w tym plemieniu jest takie tabou. Matka sie nie zgodzila i uciekla z dziecmi. Inne rzeczy pozostaly i tak powrocila do rodziny z pustymi rekami. Zajal sie i rozpoczal pomagac im pan Emil, z ktorym ma kolejne dziecko. Niestety na razie Emil nie mysli o slubie, choc to on jest katolikiem, ktory przyjal nawet bierzmowanie. Chlopaki sa bardzo zamknieci w sobie, chociaz widac, ze szkola prywatna do ktorej chodza obecnie ma na nich bardzo pozytywny wplyw. Sa bardzo bystrzy. Teraz smigaja w pomaranczowych mundurkach do szkoly i w tym radosc rodziny i nadzieja na przyszlosc dla nich samych. Warto dodac, ze jak sie urodzili to Flavio wazyl 1, 9 kg, a Flavien 1,5 kg. Jak wiec widzicie, sytuacja wielu rodzin jest krytyczna i czesto te odwiedziny byly i sa dla mnie spotkaniem z prawdziwym cierpieniem. Na prawde czasem nie wiadomo jak im pomoc. Bardzo czesto trudno o uregulowanie sakramentalne, gdyz historia rodzin postapila juz daleko. Na razie pomagamy dzieciom i dzieki Waszemu gestowi mozemy powoli wejsc blizej w realia i zobaczyc, co da sie zrobic i jak jeszcze pomoc rodzinie. Nasza moca staje sie tu wiara i wspolna modlitwa, ktora zanosimy podczas tej wizyty. Staramy sie w prostej modlitwie oddac Bogu te wszystkie rzeczy. Dziekuje Wam za to, ze wspolnie mozemy doswiadczyc i przezyc po raz kolejny testament Chrystusa: “Zapewniam Was, to co uczyniliscie jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliscie”.
Krzysztof Kolodynski SVDAmbatondrazaka, dnia 10 lutego 2009 |